"Z pamiętników bogów"
poniedziałek, 28 lipca 2014
Z perspektywy Apolla
W końcu postanowiłem rozluźnić atmosferę i zorganizowałem grę w "Prawdę czy wyzwanie?".
Tak tak, wasz najukochańszy, najlepszy i najprzystojniejszy bóg uratował ponownie sytuację [Hermes, nie, to był mój pomysł, nie twój.]
- Hermes, prawda czy wyzwanie? - Zacząłem, spoglądając na boga złodziei.
- Oczywiście, że wyzwanie - Hermes dumnie wypiął pierś. (Szkoda, że nie widział, jak żałośnie wyglądał.) Zamyśliłem się przez chwilę, uśmiechając pod nosem.
- Hermesiu - powiedziałem, chociaż wiedziałem, że mój boski kolega nie znosi, gdy się go tak nazywa - pocałuj Demeter.
Oczy Hermesa najprawdopodobniej powiększyłyby się do rozmiarów spodków do filiżanek, gdyby mogły. Ktoś zagwizdał, zdaje się Hefajstos.
- Co?!
- Dajesz, kolego - Ares uśmiechnął się szyderczo.
Hermes wyszedł z sali i wrócił po dziesięciu minutach.
- Demeter już nie chce pocałunków... - Afrodyta westchnęła, szczotkują po raz zdaje się tysięczny tamtego dnia włosy. Spojrzała z uśmiechem na czerwony ślad na jego policzku.
- Nigdy więcej podrywania Demeter - mruknął, siadając na swoje miejsce. Uniosłem pytająco brwi.
- To ty ją podrywałeś?
- Kilka razy - odparł niepewnie Hermes wiedząc, że wszyscy wpatrywali się właśnie w niego. - Ostatnim razem nie reagowała tak... Dobra, Atena, prawda czy wyzwanie?
- Prawda - odpowiedziała bogini mądrości.
- Hmm... kto jest twoją nową zdobyczą?
Tego pytania spodziewałbym się raczej ze strony Afrodyty, ale w sumie Hermes...
- Można omijać pytania i wyzwania, prawda? - Spytała nerwowo Atena.
- Jasne - odpowiedziałem. - Ale trzeba ściągnąć jakąś rzecz.
Atena od razu ściągnęła buty, a Posejdon wyglądał na rozczarowanego.
- Ares, prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie.
- Uh... załóż strój króliczka i idź obskoczyć cały Olimp.
Bóg wojny zrobił się czerwony na twarzy ze złości, ale nie odezwał się ani słowem. Wyszedł z sali i trochę potrwało, zanim ochłonął i wrócił, a Posejdon dostał wyzwanie od Afrodyty, żeby pocałował Atenę, co było całkiem do przewidzenia.
- Apollo, prawda czy wyzwanie? - Zapytał mnie Posejdon.
- Dla odmiany, prawda - wzruszyłem obojętnie ramionami.
- Ile ty w końcu masz dzieci?
Zarumieniłem się, kiedy szybko próbowałem obliczyć to na palcach.
Ej, to nie jest takie łatwe, kiedy ma się na sobie spojrzenie znajomych bogów, a ty masz domek pełen prawie tak samo jak Hermesa i Hefajstosa i naście małych dzieci i kilka nienarodzonych...!
- Trzy... trzy - zacząłem. Po kilku nieudanych próbach Posejdon najwyraźniej stracił cierpliwość.
- Artemis, prawda czy wyzwanie? - Zapytałem moją siostrę.
- Wyzwanie - odpowiedziała bezbarwnym głosem.
- Kiedy Thalia będzie rozmawiać z kimś przez Iryfon, wejdź do pokoju i wykrzyknij tej osobie w twarz: zgnij w Tartarze, szatańska szmato!
- Szatańska szmato?
Wzruszyłem w odpowiedzi obojętnie ramionami.
- Ostatnia śmiertelniczka była chrześcijanką.
- Och, to naprawdę wiele tłumaczy, Apollo - stwierdziła w odpowiedzi sarkastycznie moja bliźniaczka.
Było potem parę wyzwań oraz pytań, ale żadne nie są warte większej uwagi... no, oprócz pytania Hadesa (nie wiem, co ona tam robił) do Artemidy:
- Przeszkadza ci, że ostatnio mój syn flirtował z twoją łowczynią?
Artemis wyglądała na trochę zaskoczoną, ale gdy zna się ją tysiące lat wie się, że jest dobrą aktorką.
- Szczerze, mówiąc, nie wiem, o czym mówisz.
- Naprawdę? Nico mówił, że się w ściekłaś.
- Hades, zostawmy sprawy naszych podopiecznych w spokoju. Przynajmniej na razie, żeby nie przy innych bogach.
Tak więc, dogi pamiętniku, dobranoc i do napisania!
wtorek, 29 kwietnia 2014
Z perspektywy Apolla
No więc, kiedy sytuacja się już uspokoiła, mój ojciec, znaczy Zeus zwołał kolejną naradę.
- Moi drodzy, czas w końcu wziąć się poważnie za sprawę -powiedział do nas wszystkich.
- Ta, jasne - powiedziała Atena. - Zanim Ci wszyscy debile spoważnieją... - spojrzała oskarżycielsko na mnie, Hermesa, Hefajstosa i Aresa oraz kilku innych bogów - to ja prędzej stracę dziewictwo z winy Posejdona.
- No wiesz...? - prychnął Ares.
- Stary nie ogarniasz, że ona właśnie próbuje to jakoś stosownie wytłumaczyć przed Zeusem? - Hermes szturchnął boga wojny w bok.
- Czekaj... to ona z tym...? - szepnąłem.
- Co wy gadacie? - nasz kochany Hefajstos chyba ponownie spadł z Olimpu... chwila, przecież my właśnie jesteśmy na Olimpie, fuk lodżik. - Że niby Atena się puszcza?
To ostatnie powiedział ciut zbyt głośno... Hefciu, może by tak trochu dyskrecji?
No cóż, cała sprawa zwróciła uwagę Afrodyty... i ona ten teges... Zapytała się Ateny, czy nie zaszła i tego, była niezła jatka... a my wszyscy (ja, Hermes, Hefajstos i Ares) oberwaliśmy od Hery za wszczęcie afery.
- Proszę Was, nie usiedzicie pięciu minut?
- Nie, proszę pani, będziemy tu siedzieć z jakieś pięć godzin - odpowiedział Hermes.
- Ciszej... - szepnąłem mu do ucha. - Bo nas wywalą za przeszkadzanie.
- O to mi właśnie chodzi - odpowiedział z uśmiechem bóg złodziei. - To mój tajny plan.
- Demeter, oddaj mi moją szczotkę! - wrzasnęła. Moja ciotka zrobiła zdziwioną minę. Najwyraźniej nie ogarniała, o co biega.
- Co Ci się dzieje? - zapytała spokojnie Atena. - Poza tym, to ja ją pożyczyłam, jeśli pamiętasz...
- A więc to ty! - pisnęła bogini zakochanych.
- Moi dr... - zaczął ponownie Zeus. Hermes mu jednak przerwał:
- Kończmy już - powiedział. - Zostawmy pannę niby dziewicę i tą ślicznotkę. Potem zobaczymy, jak to się skończyło. Apollo, idziesz na browary? - zwrócił się do mnie.
- Wszystko lepsze, niż oglądanie bitki dwóch bogiń - odpowiedziałem, wzruszając ramionami.
[Wybaczcie tą nieobecność i krótkość notki. Po prostu nie mam czasu. :/ ]
niedziela, 27 kwietnia 2014
Z perspektywy Ateny
Czuję się jak małe dziecko . Wszystko mnie cieszy. Choć nadal nie wiem , z jakiego powodu Afi i Jupiter mi gratulowali. Dziwne... Umówiłam się z Posejdonem. No co? Dobra, wiem ,że to dziwne. Ale co poradzę ,że się zakochałam? Jak to mówią - serce nie sługa! Poszliśmy do kina na ,,Kill Bill ''. Bardzo ciekawy . Przez połowę filmu lała się krew. Nie mogłam na to patrzeć. W końcu jestem boginią sprawiedliwej wojny. Wtulałam się w Posejdona, a ten cicho się zaśmiał i objął mnie. Kiedy wreszcie ten straszny film się skończył, Pos zabrał mnie na plażę. Rozłożył koc i siedzieliśmy wtuleni w siebie, oglądając zachód słońca. Muszę powiedzieć, że Apollo się postarał. Niebo mieniło się tysiącami barw. Przeważała jednak czerwień. Było tak romantycznie. Jego usta niebezpiecznie zbliżały się do moich
. Niebezpieczeństwo! !!!!!!! Ostrzegał mój umysł, jednak serce wzięło górę
. Zginęłam w bardzo namiętnym pocałunku. Jego dłonie trzymały mnie jednocześnie bardzo delikatnie, ale zaborczo. Trwalismy tak przez dłuższą chwilę , nie liczyło się wtedy nic dla nas. Nagle w oczach mojego kochanka zobaczyłam przerażenie, a zaraz potem poczułam straszliwy ból. Dotknęłam bolącego miejsca i zobaczyłam krew. Posejdon szeptał, żebym nie zasypiała. Że mam się trzymać. Mężczyzna delikatnie uniósł mnie i zabrał na Olimp. Jedyne co pamiętam , to te niebieskie oczy, które falowały jak morze. To one utrzymywały mnie przy życiu. Dla nich walczyłam. W siedzibie bogów bogowie, gdy nas zobaczyli, mieli mnóstwo pytań, jednak karcący wzrok Posejdona trzymał ich na wodzy. Apollo natomiast podbiegł do mnie i zaczął uzdrawiać. Jednak rana były zbyt głęboka.
- Potrzebujemy pomocy Chejrona. Posejdonie musimy zabrać tam Atenę.
Po tym straciłam przytomność, czy może Morfeusz mnie uśpił. Nie wiem. Po prostu nic dalej nie pamiętam. Podobno zabrali mnie do Obozu i Cherjron wraz z Apollem , wspólnymi siłami mnie odratowali. Posejdon nie mógł być na sali, ale obozowicze ( nawet Percy) dostali. Nikogo nie chciał widzieć. Był bardzo zdenerwowany. Dionizos wyczarował mu dużą karafkę wina, która natychmiast wypił. Podobno Pos uspokoił się dopiero wtedy , gdy Cherjron pozwolił mu do mnie wejść. I to pamiętam. Znowu te jego morskie oczy, które mnie wciągnęły bez reszty... Słyszałam jego słodki głos, jak mówił mi ,że powinnam odpoczywać, że on tu może czekać, że nim mam się nie przejmować. I te słowa, dzięki którym się obudziłam;
-Kocham cię, Ateno. Wróć do mnie, proszę.
- Ja Ciebie też kocham, Pos. Nigdy cię nie zostawię - i poglaskałam jego policzek . Posejdon się do mnie uśmiechnął i powiedział ;
- Śpij. Musisz odpoczywać. Martwią się o Ciebie na Olimpie. Pójdę przekazać im dobrą nowinę - uśmiechnął się, pocałował mnie w czoło i wyszedł. A ja zasnęłam , pierwszy raz od dawna , wiedząc, że znalazłam to czego szukałam, przez całe życie.
środa, 2 kwietnia 2014
Z perspektywy Apolla
Zeus wysłał mnie do Obozu (tym razem serio tam byłem!) miałem dowiedzieć się, co się u mnich dzieje i czy wszystko jest w porządku. Ogólnie na luzie, wystarczyło porozmawiać z grupowymi domków i w ogóle. Tylko domek Aresa się jakoś na mnie fochnął. Serio, nie ogarniam ani ich ojca, ani tych dzieciaków. Oni chyba z Hadesu urwali wszyscy. Pff... no dobra. Wieczorem gadałem z Hermesem o tych bardziej "boskich" sparawach i raczej nie powinienem... ci. Nawet nie wspomniałem o nich! Dobra, kończę... mam kilka spraw z pomniejszymi boszkami i boginiami na dziś. Tak około dwadzieścia Iryfonów do wykonania.
A dobra, jednak nie. Hera właśnie wbiła mi do pokoju... Eeej... to nie Hera... Czy ja właśnie widzę Junonę?!
*rzuca pamiętnik i wybiega z pokoju nie kończąc*
(Przepraszam Rachel, że nie dodałam notki... mam bardzo dużo nauki, zwłaszcza teraz :c Nie mogę sobie pozwalać na częste wchodzenie tu i umieszczanie wpisów... Mam 3 opowiadania, adminuję na jednej stronie i jestem adminką pewnej BARDZO spamerskiej i aktywnej grupy... Ale obiecuję, od teraz będę dawać przynajmniej 1 notka ma tydzień (: )
wtorek, 25 marca 2014
Z perspektywy Zeusa
-Możesz przestać mlaskać!?-krzyknęła wściekła Persefona po uczcie bogów. Hades został z nią na chwilę, by dokończyć pasztet z lajstrynoga.-Nie mogę się skupić!
-Ale skarbie, po co te nerwy?-spokojny Hades pogłaskał ją po ramieniu-Muszę się na jeść. Znudziła mi się już owsianka twojej matki!
-Coś ci się nie podoba w mojej owsiance?!-Demeter wypadła z za rogu-Bo jeżeli nie, to nie ma sprawy, żryj ogień Hefajstosa!
-On jest przynajmniej mniej mdły...-mruknął pod nosem Hades i przysunął do siebie wyczarowaną przez wściekłą teściową owsiankę. Uśmiechnął się sztucznie, a bogini plonów odwzajemniła uśmiech.
-No jedz. chyba, że ci nie smakuje...-Demeter zrobił w powietrzu kółko palcem i wokół niego zawirował mały huragan płatków owsianych.
-Smakuje...-Hades wepchnął sobie do buzi całą łyżkę- Mmm.... Pycha...
-Ugh...- Persefona wstała i przewracając oczami wyszła z sali.
W tym momencie wbiegła wściekła Afrodyta. Była cała oblana... ogniem. Ale jakoś się nie spaliła. Za nią biegł roztrzęsiony Ares z włócznią w ręku.
-Co to miało być?-prawie co spoliczkowała Hadesa, ale ten był szybszy i złapał ją za rękę. Wyrywała się jak małe, złe dziecko, a Ares rumienił się z tyłu i chyba ostro wstydził się tej randki.
-Przez...ciebie..wszystkie...nimfy...się... ze mnie....śmieją!-Afrodyta wykrzyczała te słowa pomiędzy krzykiem i próbą wyrwania się w uścisku Hadesa. Ale ten był zbyt zapatrzony w jej dekolt, żeby zorientować się, że ma już ją puścić. Demeter zakręciła palcem i tknęła nim w Hadesa w bok. Podskoczył jak porażony prądem. Dostałby od Afro w twarz, gdyby Ares nie złapał jej w talii i nie odciągną jej na bezpieczną odległość. Ogień już trochę przygasł. Ale Ares chyba obawiał się, że może się podpalić. Szepną coś Afrodycie do ucha. Ta stanęła jak wryta, a później położyła drugą dłoń Aresa na swojej talii. stali tak przez chwilę, a bóg wojny wtulał się w boginię miłości. Demeter westchnęła, pstryknęła palcami i zniknęła. Hades obejrzał się zagubiony, jakby zauważył, że stracił obstawę. Ares uderzył włócznią w kafelki i do Afrodyty przybiegły cztery nimfy. Szeptały jej pocieszenia do ucha i zabrały z sali.
Hades podszedł do Aresa.
-Ej, stary, o co jej chodzi? Ja nic nie zrobiłem!
-A te płomienie to niby nie twoja sprawka? Kto inny mógł być tak zazdrosny o piękną kobietę i umiał władać ogniem jak nie ty! Tylko facet od podziemia może robić takie rzeczy! Co, Persefona się znudziła? Za mało ją namęczyłeś?
-Chwila, pomyśl waleczny! Ogień, piękna kobieta... Mógł to zrobić tylko ktoś, komu ją odebrano. A mianowicie Hefajstos.
-Na Zeusa!
-No widzisz. Hades zawsze pomo....-nie dokończył, bo Ares popchnął go, a ten padł na krzesło.
-Ludzie Hefajstos!-Ares z dzikim wrzaskiem wpadł do łazienki, w której nimfy myły Afrodytę.
Nimfy pisnęły i pochowały się, a Afrodyta wyszła z wanny już owinięta ręcznikiem.
-Nie wspominaj o tym nieudaczniku kochanie..-Afrodyta położyła rękę na klatce piersiowej boga wojny-On nam już nie zagraża...
-Nie, on i ogień! Ogień równa się Hefajstos!
-O czym ty...
-Oh! Jeszcze przed chwilą oplatały cię płomienie! Już zapomniałaś?!-Afrodyta cofnęła się o metr i wpadła na nimfę, która wróciła zza zaplecza. Lecz ona znów wrzasnęła i wybiegła z pokoju.
-Ugh...-Afro zrzuciła ręcznik i w ułamku sekundy miała już na sobie swoją mieniącą się kolorami sukienkę. Nie wiem, co Ares widział przez ten ułamek sekundy. Szczerze? Nie chcę wiedzieć. Ares złapał ją w pasie i w sekundę stali już przede mną. Akurat stał obok mnie bóg ognia. Przez te dziesięć sekund nie wiedziałem, co się dzieje. Załapałem, że Afro tłucze obcasami Hefajstosa, a Ares próbuje ją uspokoić. Tyle.
-Spokój!-wrzasnąłem, ale Afrodyta tylko zmieniła ofiarę. Zwróciła się do mnie.
-Prosisz mnie o spokój?! Ty...
-Ja cię nie proszę, ja ci rozkazuję.
-Jak możesz?! Jesteś z nim w spisku! Wiedziałam...
-Masz pretensje?- wepchnął się Hefajstos- Jesteś moją żoną! Powinnaś mnie szanować! A ty masz już kochanka!
-Co?!-Afro zerknęła na Aresa i puściła jego rękę-Poszliśmy tylko na spacer!
-Na spacer? Za rączki?-nie dowierzał Hefajstos-Wiedziałem, że tylko sobie ze mnie żartujecie! "Dajemy ci boginię miłości za żoną! Bierz ją! Będzie fajnie!" Taaak... Zeusie zrób coś..- ale ja tylko dotknąłem palcem czoła Afrodyty. Ta padła nieprzytomna, a Ares zaniósł ja na łóżko. Usiadł obok niej, ale nie patrzył się na nią, choć widziałem, że ma na to ogromną ochotę.
-Starczy tego. -wstałem- Idę się wyżyć na kimś mniej delikatnym.- wstałem i wyszedłem.
sobota, 22 marca 2014
Z perspektywy Zeusa
niedziela, 16 lutego 2014
Z perspektywy Zeusa
-Artemis, siostra, gdzie ty się dziecko szlajasz, tak po nocach?- jak to ma w zwyczaju, zapytał Apollo.
-Apollo... Nie przeginaj. Jadę na poważną misję... A ty nie możesz mi tego zepsuć...- odpowiedziała cedząc przez zęby wkurzona Artemida. Szczerze, współczuje jej. Ten wyrośnięty dzieciak łazi za nią jak za nutellą. Ma wzrok, jakby miał chęć przelecieć własną siostrę... Ale wróćmy do tematu. Tak naprawdę, ta historia nie ma nic o olewaniu mnie, ale po prostu wam ją opowiem, żebyście wiedzieli, jakim młotem jest ten bóg 'niby' sztuki...
-Joł Artemis!- z daleka słychać krzyk męskiego głosu i odgłosy imprezy- Cudnie, że wpadłaś!-Artemida wywraca oczami i pada na fotel w samochodzie Apolla, zanim Dionizos zdążył dojechać balangującą karawaną do Apolla.
-Co ty tu robisz młody?-pyta Dionizos z takim uśmiechem, jakby miał zbyt niecne jak na boga wina plany.
-Spadaj Dionek- Odpowiada Apollo z tą samą miną cichego zabójcy- To bogini wiecznego dziewictwa, nie uda ci się. A zresztą, łazi za nią Ares, nauczył ją, co to jest prawy sierpowy...
-Cicho bądź Apollo!-szepcze, nie szepcząc bóg wina-Bo nas usłyszy! Ja... Ja... Ja po prostu chciałem pomóc jej w misji....
-Jesteś dla niej za stary... Czym byłyby dzieci Dionizosa i Artemidy.. Phi... Bogami alkoholizmu i cichego gwałtu...
-Ugh... Spadaj dzieciaku.... Widziałem Afrodytę, na drugim końcu polany.
-Oł jee! To ja lecę...- krzyknął Apollo i poprawił okulary. Zgrabnym ruchem wyprosił Artemidę z samochodu i pojechał z prędkością światła.
-No siema maleńka- Dionizos krokiem napitej żyrafy podszedł do Artemidy i złapał ją w talii- Współczuje ci, że masz tak idiotycznego brata...
-Spadaj Dionizos...-warknęła Artemis odpychając rękę Dionizosa- Mam was już serdecznie dosyć! Bóg to Bóg, powinien załatwiać obowiązki... A, no tak. Twoim obowiązkiem jest picie wina...
-Maleńka, po co tyle gadania, przejdźmy do rzeczy!
-Spadaj powiedziałam!-dosłownie. Pod Dionizosem w ziemi otworzyła się ogromna szpara. Bóg wina spadł w dół z hukiem. Artemida przez chwilę stała oszołomiona tym, co się stało. Ale ocknęła się.
-Dobrze mu tak.- powiedziała wzruszając ramionami.- Należało mu się.-Wsiadła na przywołanego pegaza i odleciała w stronę Olimpu.
I później musieliśmy znów ogłaszać naradę bogów, aby opatrzeć Dionka i ustalić, kto zawinił...