Cudownie.... Po prostu cudnie! Najpiękniejsza z bogiń jest na mnie wściekła... Ale to nawet nie miało nic wspólnego ze mną! No, może trochę...Działo się to, jak Ares nie wiedział, że Hefajstos podgląda jego romans z Afro. Było tak:
-Możesz przestać mlaskać!?-krzyknęła wściekła Persefona po uczcie bogów. Hades został z nią na chwilę, by dokończyć pasztet z lajstrynoga.-Nie mogę się skupić!
-Ale skarbie, po co te nerwy?-spokojny Hades pogłaskał ją po ramieniu-Muszę się na jeść. Znudziła mi się już owsianka twojej matki!
-Coś ci się nie podoba w mojej owsiance?!-Demeter wypadła z za rogu-Bo jeżeli nie, to nie ma sprawy, żryj ogień Hefajstosa!
-On jest przynajmniej mniej mdły...-mruknął pod nosem Hades i przysunął do siebie wyczarowaną przez wściekłą teściową owsiankę. Uśmiechnął się sztucznie, a bogini plonów odwzajemniła uśmiech.
-No jedz. chyba, że ci nie smakuje...-Demeter zrobił w powietrzu kółko palcem i wokół niego zawirował mały huragan płatków owsianych.
-Smakuje...-Hades wepchnął sobie do buzi całą łyżkę- Mmm.... Pycha...
-Ugh...- Persefona wstała i przewracając oczami wyszła z sali.
W tym momencie wbiegła wściekła Afrodyta. Była cała oblana... ogniem. Ale jakoś się nie spaliła. Za nią biegł roztrzęsiony Ares z włócznią w ręku.
-Co to miało być?-prawie co spoliczkowała Hadesa, ale ten był szybszy i złapał ją za rękę. Wyrywała się jak małe, złe dziecko, a Ares rumienił się z tyłu i chyba ostro wstydził się tej randki.
-Przez...ciebie..wszystkie...nimfy...się... ze mnie....śmieją!-Afrodyta wykrzyczała te słowa pomiędzy krzykiem i próbą wyrwania się w uścisku Hadesa. Ale ten był zbyt zapatrzony w jej dekolt, żeby zorientować się, że ma już ją puścić. Demeter zakręciła palcem i tknęła nim w Hadesa w bok. Podskoczył jak porażony prądem. Dostałby od Afro w twarz, gdyby Ares nie złapał jej w talii i nie odciągną jej na bezpieczną odległość. Ogień już trochę przygasł. Ale Ares chyba obawiał się, że może się podpalić. Szepną coś Afrodycie do ucha. Ta stanęła jak wryta, a później położyła drugą dłoń Aresa na swojej talii. stali tak przez chwilę, a bóg wojny wtulał się w boginię miłości. Demeter westchnęła, pstryknęła palcami i zniknęła. Hades obejrzał się zagubiony, jakby zauważył, że stracił obstawę. Ares uderzył włócznią w kafelki i do Afrodyty przybiegły cztery nimfy. Szeptały jej pocieszenia do ucha i zabrały z sali.
Hades podszedł do Aresa.
-Ej, stary, o co jej chodzi? Ja nic nie zrobiłem!
-A te płomienie to niby nie twoja sprawka? Kto inny mógł być tak zazdrosny o piękną kobietę i umiał władać ogniem jak nie ty! Tylko facet od podziemia może robić takie rzeczy! Co, Persefona się znudziła? Za mało ją namęczyłeś?
-Chwila, pomyśl waleczny! Ogień, piękna kobieta... Mógł to zrobić tylko ktoś, komu ją odebrano. A mianowicie Hefajstos.
-Na Zeusa!
-No widzisz. Hades zawsze pomo....-nie dokończył, bo Ares popchnął go, a ten padł na krzesło.
-Ludzie Hefajstos!-Ares z dzikim wrzaskiem wpadł do łazienki, w której nimfy myły Afrodytę.
Nimfy pisnęły i pochowały się, a Afrodyta wyszła z wanny już owinięta ręcznikiem.
-Nie wspominaj o tym nieudaczniku kochanie..-Afrodyta położyła rękę na klatce piersiowej boga wojny-On nam już nie zagraża...
-Nie, on i ogień! Ogień równa się Hefajstos!
-O czym ty...
-Oh! Jeszcze przed chwilą oplatały cię płomienie! Już zapomniałaś?!-Afrodyta cofnęła się o metr i wpadła na nimfę, która wróciła zza zaplecza. Lecz ona znów wrzasnęła i wybiegła z pokoju.
-Ugh...-Afro zrzuciła ręcznik i w ułamku sekundy miała już na sobie swoją mieniącą się kolorami sukienkę. Nie wiem, co Ares widział przez ten ułamek sekundy. Szczerze? Nie chcę wiedzieć. Ares złapał ją w pasie i w sekundę stali już przede mną. Akurat stał obok mnie bóg ognia. Przez te dziesięć sekund nie wiedziałem, co się dzieje. Załapałem, że Afro tłucze obcasami Hefajstosa, a Ares próbuje ją uspokoić. Tyle.
-Spokój!-wrzasnąłem, ale Afrodyta tylko zmieniła ofiarę. Zwróciła się do mnie.
-Prosisz mnie o spokój?! Ty...
-Ja cię nie proszę, ja ci rozkazuję.
-Jak możesz?! Jesteś z nim w spisku! Wiedziałam...
-Masz pretensje?- wepchnął się Hefajstos- Jesteś moją żoną! Powinnaś mnie szanować! A ty masz już kochanka!
-Co?!-Afro zerknęła na Aresa i puściła jego rękę-Poszliśmy tylko na spacer!
-Na spacer? Za rączki?-nie dowierzał Hefajstos-Wiedziałem, że tylko sobie ze mnie żartujecie! "Dajemy ci boginię miłości za żoną! Bierz ją! Będzie fajnie!" Taaak... Zeusie zrób coś..- ale ja tylko dotknąłem palcem czoła Afrodyty. Ta padła nieprzytomna, a Ares zaniósł ja na łóżko. Usiadł obok niej, ale nie patrzył się na nią, choć widziałem, że ma na to ogromną ochotę.
-Starczy tego. -wstałem- Idę się wyżyć na kimś mniej delikatnym.- wstałem i wyszedłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz